Walka z leniem i demon prędkości

2014-09-01 18.01.36Bardzo chciałem regularnie pisać, ale życie mocno zweryfikowało moje plany w tym zakresie. Kiedy wieczorem mam wreszcie chwilę dla siebie, często nie mam ochoty zabierać się za cokolwiek, nie mówiąc już o napisaniu jakiegoś tekstu. A szkoda, ponieważ to co się dzieje wokół mnie i mojej rodziny jest tak ulotne. Sceny które chciałoby się mieć długo w pamięci ulatują tak szybko jak gaz z butelki i dokładnie tak samo jak taki wygazowany napój są później niespisane wspomnienia, pozostają takie wyprane, blade i bez szczegółów, które są tak istotne. A przecież zapisane zawsze dają głębszy i jaskrawszy obraz tych wszystkich zabawnych sytuacji, które już nigdy się nie powtórzą…

 

Dlatego po raz kolejny podejmuję walkę ze swoim lenistwem, staram się przeciwstawić temu drugiemu „ja”- rozlazłemu gościowi, muszę z nim walczyć! Muszę pozostać dawnym sobą, takim z przytupem, FAFARAFA mogę wszystko!

Wakacje przeleciały i niczego nie napisałem, a w międzyczasie chłopaki porobiły niezłe postępy. Obaj nauczyli się jeździć na rowerach!!! Pierwszy był Jaś, po prostu któregoś dnia poprosił mnie o „normalny” rower, posadziłem go a 10 minut później jeździł już samodzielnie na dwóch kółkach!!! Opanował tę trudną sztukę przed ukończeniem 3. roku życia… Mistrz!!! Biegówki RULEZ!!!

Czytaj dalej

Dzień Taty

2014-04-06 11.42.53 Dziś jest wielki dzień dla każdego Taty. Dla mnie jest to naprawdę szczególny dzień. Dzień, który zawsze skłania mnie do refleksji, ponieważ jeszcze nie tak dawno myślałem tak jak większość młodych chłopaków:

    –  Eee tam… po co mi dzieci? Nigdy nie będę miał dzieci!

A potem przychodzi taki moment w życiu faceta, w którym od jakiegoś czasu ma już swoją ukochaną kobietę, wie, że trzeba zrobić jakiś kolejny krok… i podświadomie zaczyna patrzeć na facetów z maluchami niesionymi na barana, na gościa, który gra w piłkę z dzieciakami, albo na całą rodzinkę, która wybrała się z dzieckiem na rowerze, i zauważa, że oni się z tego cieszą!!! To nie przymus tylko radość, i pewnego rodzaju samospełnienie.

Kiedy pojawił się Mikołaj – mój pierwszy syn – pomimo problemów i strachu o niego, ponieważ nie wszystko poszło jak powinno, byłem bardzo szczęśliwy, nie zamieniłbym tego uczucia na nic innego! Nigdy nie zapomnę tej chwili kiedy pierwszy raz dotknąłem jego malutkiej rączki, poczułem rozpierającą mnie dumę i coś nieopisanego – zostałem Tatą

Wtedy to do mnie dotarło. Dlatego chciałem to poczuć jeszcze raz i kiedy Jaś oznajmił swoim głośnym krzykiem przybycie na świat jeszcze raz zostałem najszczęśliwszym facetem na świecie – zostałem Tatą po raz drugi 🙂 Wiem, nie zawsze jest różowo, bycie Tatą dwojga chłopaków to nie przelewki, ale nikt nie mówił że będzie łatwo. Wiem dziś na pewno: życie hartuje. Oczywiście w chwilach słabości możecie się schować w garażu z kolegami i wspólnie uronić kilka łez nad szklaneczką piwa 😉

 

Fajnie jest być kimś najodważniejszym, najszybszym i najważniejszym, a prawdziwy Tata taki właśnie jest dla swojego dziecka, jest jak super bohater, dlatego pamiętajcie chłopaki jak ważne zadanie spoczęło na waszych barkach, nie dajcie plamy! A śmiech i radość wspólnie spędzonych chwil będą wystarczającą nagrodą, a już szczególnie kiedy na dzień Taty dostaniecie nabazgraną laurkę i soczystego całusa. Jestem Tatą i jestem z tego dumny.

 

 

Ps. Wszystkiego najlepszego Tato 🙂

 2014-03-16 11.02.04

Sezon rowerowy rozpoczęty :)

img043Ponieważ sam uwielbiam jeździć na rowerze i sporo czasu na rowerze w swoim życiu spędziłem, startując w zawodach lub dla przyjemności,dlatego zawsze zależało mi na tym, aby moje dzieci też pokochały dwa kółka. Ktoś powie: klasyczny Tata, – czyli realizujący niespełnione marzenia za pomocą syna…

Niestety Mikołaj przez swoje problemy nigdy nie rwał się do roweru – owszem jeździ, ale z bocznymi kółkami i raczej boi się rozwijać szalone prędkości, czy wchodzić w zakręty – woli zejść z roweru i go przestawić. Czasem mnie to denerwuje, ale obiecałem sobie że nic na siłę, nie będę naciskał. Sam w końcu do tego dojdzie, szczególnie, że jego pierwszy kontakt z rowerkiem skończył się gipsem… Nie najlepszy początek prawda?

Ale pojawił się Jasiu. Jasiu jak na 2-latka to zupełnie inna kategoria, to jednostka specjalna, nie zna strachu, równowaga jak u lemura i szybkość reakcji godna kierowcy rajdowego.

Czytaj dalej