Buntownik z wyboru, a raczej wyborowy

img021     Mój prawie 2-letni syn Jaś ostatnimi czasy daje nam dobitnie do zrozumienia, że okres kiedy to my decydowaliśmy o jego planie dnia odszedł w niepamięć…

 

     Okres buntu malucha jest normalny i nieuchronny, każdy rodzic/posiadacz starszego potomstwa o tym wie. Ale to, w jaki sposób Jaś się nam stawia czasem wręcz wprawia w osłupienie i ciężko uwierzyć, jak bardzo uparcie i zdecydowanie walczyć o swoje, potrafi niespełna dwuletni maluch. Walki o dominację ze starszym bratem to nie problem.

  

      Misiek ma łagodne usposobienie i raczej odpuszcza sobie przepychanki, no chyba że sprawa dotyczy Futka lub jego tramwajów – wtedy walczy jak lew i determinacja Jasia nie zawsze wystarczy, aby wygrać, ale zawsze kończy się wrzaskami, szarpaniną i płaczem, a na koniec rzuceniem przez Jaśka zdobytą zabawką oraz interwencją sił prewencyjno-porządkowych, czyli nas.

     Jeżeli Jasiu czegoś bardzo chce, ciężko jest mu odmówić, można próbować zmienić jego obiekt zainteresowania, ale jeśli tylko zwietrzy podstęp, młodszy natychmiast rzuca się z łoskotem wszystkich małych kostek na podłogę i mamy klasycznego focha.

     Na spacerach jego trasa nigdy nie pokrywa się z naszą, a wszelkie próby zmiany kierunku odbierane są jak atak na jego wolność i niepodległość, prośby przekupstwa, a nawet groźba pozostawienia go samego w lesie zostają skwitowane zawsze i niezmiennie jednym słowem "NIE" – po prostu jesteśmy beznadziejni, akurat musimy iść dalej, kiedy On ma ochotę naparzać kijem krzaki i gadać do drzewa… Po prostu dwa inne światy.

img022