Wyjście na basen, czyli pływanie z pawiem…

mms_20130615 Parę dni temu postanowiliśmy uatrakcyjnić naszym chłopakom życie i po pracy zabraliśmy nasze pociechy na basen.

 

Oczywiście chciałem być strasznie cwany i tylko po to, aby uniknąć wybuchu euforii dzieciaków, której efektem ubocznym zawsze jest ogromne zamieszanie i ogólny chaos przed wyjściem, nie powiedziałem, gdzie jedziemy. Jak się później okazało to cała ta moja wydumana przebiegłość na niewiele się zdała, ponieważ w euforię wpadliśmy my, czyli rodzice.

 

 

Efektem tego stanu były braki dość istotnych elementów wyposażenia basenowego naszych dzieci – ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero na basenie. To, że nie zabrałem klapek Miśka wyszło na samym początku, dużo gorszą była informacja, że nie zabraliśmy pieluchy do pływania dla Jasia. Ja już wtedy byłem z Miśkiem w wodzie, kiedy przyszła Ruda z pytaniem:

 — Kochanie, ty masz gacie dla Jaśka w swoich rzeczach?

 — Nie, myślałem, że ty zabrałaś…

Jak się okazało za dużo myśleliśmy i w sumie nikt nie zabrał Jaśka pielucho-gatek basenowych.

Czytaj dalej