Jaś kaskader

 

img038Zawsze myślałem, że Misiek  jest ruchliwy i ma dziwne pomysły. Jednak to, co potrafi pokazać Jaś, całkowicie zmieniło mój pogląd na ten temat.

Młodszy jest urodzonym kaskaderem. Nie mając jeszcze 2-óch lat potrafił wyskakiwać z krzesełka do karmienia na fotel lub kanapę skacząc jak kot – na cztery łapy. Skok z kanapy do wiszącej  metr dalej huśtawki "dziupli" nie jest również dla niego problemem – do tego skacze głową do przodu… Raz mu nie wyszło, a ja byłem mimowolnym świadkiem tego upadku, kiedy to Jasio nie trafił i grzmotnął z łoskotem swoich wszystkich 2-letnich kostek o podłogę. Po 5 minutach chlipania na moich kolanach, zerwał się nagle i powtórzył skok z pełnym sukcesem. Gość nie zna strachu! Ruda, kiedy zobaczyła to pierwszy raz próbowała go nawet powstrzymać… Z marnym skutkiem.

Czytaj dalej

Buntownik z wyboru, a raczej wyborowy

img021     Mój prawie 2-letni syn Jaś ostatnimi czasy daje nam dobitnie do zrozumienia, że okres kiedy to my decydowaliśmy o jego planie dnia odszedł w niepamięć…

 

     Okres buntu malucha jest normalny i nieuchronny, każdy rodzic/posiadacz starszego potomstwa o tym wie. Ale to, w jaki sposób Jaś się nam stawia czasem wręcz wprawia w osłupienie i ciężko uwierzyć, jak bardzo uparcie i zdecydowanie walczyć o swoje, potrafi niespełna dwuletni maluch. Walki o dominację ze starszym bratem to nie problem.

  

      Misiek ma łagodne usposobienie i raczej odpuszcza sobie przepychanki, no chyba że sprawa dotyczy Futka lub jego tramwajów – wtedy walczy jak lew i determinacja Jasia nie zawsze wystarczy, aby wygrać, ale zawsze kończy się wrzaskami, szarpaniną i płaczem, a na koniec rzuceniem przez Jaśka zdobytą zabawką oraz interwencją sił prewencyjno-porządkowych, czyli nas.

     Jeżeli Jasiu czegoś bardzo chce, ciężko jest mu odmówić, można próbować zmienić jego obiekt zainteresowania, ale jeśli tylko zwietrzy podstęp, młodszy natychmiast rzuca się z łoskotem wszystkich małych kostek na podłogę i mamy klasycznego focha.

     Na spacerach jego trasa nigdy nie pokrywa się z naszą, a wszelkie próby zmiany kierunku odbierane są jak atak na jego wolność i niepodległość, prośby przekupstwa, a nawet groźba pozostawienia go samego w lesie zostają skwitowane zawsze i niezmiennie jednym słowem "NIE" – po prostu jesteśmy beznadziejni, akurat musimy iść dalej, kiedy On ma ochotę naparzać kijem krzaki i gadać do drzewa… Po prostu dwa inne światy.

img022

 

Dzień Matki, czyli weekend pełen wrażeń…

img016     W zeszłym tygodniu w niedzielę był Dzień Matki. W związku z tym w przedszkolu Miśka zorganizowano rodzinny piknik w sobotę, połączony z występami maluchów i różnymi atrakcjami takimi jak zjeżdżalnie, trampoliny i przejażdżki na koniach czy zabawy plastyczne. Oczywiście mieliśmy się wybrać na godzinę 9 rano, ponieważ Misek miał występować ze swoją grupą przed zaproszonymi Mamami. Chociaż zwyczajowo sobota była moim dniem na odsypianie, tym razem miałem niestety odgórne ograniczenie do godziny 8:30. Jak zawsze – przynajmniej u nas – poranki kiedy trzeba się zebrać i wyjść szybko się komplikują. Tak było i tym razem.

Kiedy już wstałem, a prawie dostałem zawału podczas pobudki, bo Jaś wpadł na łóżko z rumorem wrzeszcząc TATO!!! Przysięgam, gdybym był kotem, to przez parę minut wisiałbym wbity pazurami w sufit…

Czytaj dalej