Sezon rowerowy rozpoczęty :)

img043Ponieważ sam uwielbiam jeździć na rowerze i sporo czasu na rowerze w swoim życiu spędziłem, startując w zawodach lub dla przyjemności,dlatego zawsze zależało mi na tym, aby moje dzieci też pokochały dwa kółka. Ktoś powie: klasyczny Tata, – czyli realizujący niespełnione marzenia za pomocą syna…

Niestety Mikołaj przez swoje problemy nigdy nie rwał się do roweru – owszem jeździ, ale z bocznymi kółkami i raczej boi się rozwijać szalone prędkości, czy wchodzić w zakręty – woli zejść z roweru i go przestawić. Czasem mnie to denerwuje, ale obiecałem sobie że nic na siłę, nie będę naciskał. Sam w końcu do tego dojdzie, szczególnie, że jego pierwszy kontakt z rowerkiem skończył się gipsem… Nie najlepszy początek prawda?

Ale pojawił się Jasiu. Jasiu jak na 2-latka to zupełnie inna kategoria, to jednostka specjalna, nie zna strachu, równowaga jak u lemura i szybkość reakcji godna kierowcy rajdowego.

Czytaj dalej

Jaś kaskader

 

img038Zawsze myślałem, że Misiek  jest ruchliwy i ma dziwne pomysły. Jednak to, co potrafi pokazać Jaś, całkowicie zmieniło mój pogląd na ten temat.

Młodszy jest urodzonym kaskaderem. Nie mając jeszcze 2-óch lat potrafił wyskakiwać z krzesełka do karmienia na fotel lub kanapę skacząc jak kot – na cztery łapy. Skok z kanapy do wiszącej  metr dalej huśtawki "dziupli" nie jest również dla niego problemem – do tego skacze głową do przodu… Raz mu nie wyszło, a ja byłem mimowolnym świadkiem tego upadku, kiedy to Jasio nie trafił i grzmotnął z łoskotem swoich wszystkich 2-letnich kostek o podłogę. Po 5 minutach chlipania na moich kolanach, zerwał się nagle i powtórzył skok z pełnym sukcesem. Gość nie zna strachu! Ruda, kiedy zobaczyła to pierwszy raz próbowała go nawet powstrzymać… Z marnym skutkiem.

Czytaj dalej

Wyjście na basen, czyli pływanie z pawiem…

mms_20130615 Parę dni temu postanowiliśmy uatrakcyjnić naszym chłopakom życie i po pracy zabraliśmy nasze pociechy na basen.

 

Oczywiście chciałem być strasznie cwany i tylko po to, aby uniknąć wybuchu euforii dzieciaków, której efektem ubocznym zawsze jest ogromne zamieszanie i ogólny chaos przed wyjściem, nie powiedziałem, gdzie jedziemy. Jak się później okazało to cała ta moja wydumana przebiegłość na niewiele się zdała, ponieważ w euforię wpadliśmy my, czyli rodzice.

 

 

Efektem tego stanu były braki dość istotnych elementów wyposażenia basenowego naszych dzieci – ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero na basenie. To, że nie zabrałem klapek Miśka wyszło na samym początku, dużo gorszą była informacja, że nie zabraliśmy pieluchy do pływania dla Jasia. Ja już wtedy byłem z Miśkiem w wodzie, kiedy przyszła Ruda z pytaniem:

 — Kochanie, ty masz gacie dla Jaśka w swoich rzeczach?

 — Nie, myślałem, że ty zabrałaś…

Jak się okazało za dużo myśleliśmy i w sumie nikt nie zabrał Jaśka pielucho-gatek basenowych.

Czytaj dalej