Jaś kaskader

 

img038Zawsze myślałem, że Misiek  jest ruchliwy i ma dziwne pomysły. Jednak to, co potrafi pokazać Jaś, całkowicie zmieniło mój pogląd na ten temat.

Młodszy jest urodzonym kaskaderem. Nie mając jeszcze 2-óch lat potrafił wyskakiwać z krzesełka do karmienia na fotel lub kanapę skacząc jak kot – na cztery łapy. Skok z kanapy do wiszącej  metr dalej huśtawki "dziupli" nie jest również dla niego problemem – do tego skacze głową do przodu… Raz mu nie wyszło, a ja byłem mimowolnym świadkiem tego upadku, kiedy to Jasio nie trafił i grzmotnął z łoskotem swoich wszystkich 2-letnich kostek o podłogę. Po 5 minutach chlipania na moich kolanach, zerwał się nagle i powtórzył skok z pełnym sukcesem. Gość nie zna strachu! Ruda, kiedy zobaczyła to pierwszy raz próbowała go nawet powstrzymać… Z marnym skutkiem.

IMG_20131129_082558

W tej samej huśtawce Jaś sam zakręca się w jedną stronę do granicy możliwości, a potem osiąga prędkość bliską wirówce do testowania przeciążeń na pilotach. Lecz nigdy po tym nie kręci mu się w głowie, a jestem pewien, że wiele osób po takiej sesji jaką Jasio sobie funduje, rzygałoby jak  koty po trawie. Młodszy zawsze wychodzi z huśtawki krokiem równym i sprężystym jakby nic takiego nie robił.

Ostatnio do nowych zabaw w stylu "wyskocz i wskocz" dołączyło łóżeczko. Jasiu już nie korzysta z dziury po wyjętych szczebelkach – to obciach dla 2-latków – tylko przechodzi przez barierkę górą. Ostatnio nawet nauczył starszego brata…

Kolejny numer popisowy jest zabroniony i pilnujemy zakazu wykonywania go, ale czasem mu się uda – skakanie z brzegu wanny do wody. Uwierzcie,  można zejść na zawał kiedy się wchodzi do łazienki, a Jaś stoi na brzegu wanny przy ścianie, gotowy do skoku – podwyższoną adrenalinę mamy na pewno wszyscy – i skoczek i rodzice (myślę, że rodzice nawet większą).

IMG_20131115_094455Wracając z ostatniej wizyty u dziadków przywiozłem rowerek do odpychania. Mimo tego, że rower jest przewidziany dla dzieci 3+ , po małych przeróbkach, Jaś śmiga na nim bez większych problemów. A śmiga tak dobrze, że już po kilku pierwszych minutach złapałem go, jak próbował zjechać z łóżka Mikołaja. Widząc co się święci, rzuciłem się szczupakiem przez pokój, przechwytując spadającego Jasia z rowerem.  

Oczywiście zamiast nagrody za uratowanie przed obiciem sobie twarzy, mój Młodszy wściekł się i krzyknął:

– Noo tato!! –  I próbował znowu wciągnąć rower na łóżko… 

Ręce mi opadły, ale szybko i błyskotliwe rzuciłem do Jaśka:

– Zrobimy tor przeszkód! Chcesz?

– Tiak! – zaaprobował moją propozycję.

Ustawiłem małą górkę i pochylnie ze sklejki obitej wykładziną oraz podłokietnika z sofy. Plan wypalił! Jasio się wkręcił i nie próbował już zjeżdżać z łóżka. Póki co…

Z drugiej strony, z ekstremalnych akcji Młodszego czasem można wyciągać korzyści. Wczoraj rano nie mogliśmy dobudzić Miśka do przedszkola. Ruda weszła do sypialni chłopców i delikatnie próbowała obudzić juniora.

– Mikołajku wstawaj, pobudka!

– Idź sobie mamo! – usłyszałem tylko krótkie warknięcie spod kołdry. No tak, kochany synek…

Akurat Jasio się kręcił po kuchni, więc zaproponowałem Małemu:

– Jaś, idź i obudź Mikołaja!

– Tiak! – powiedział Jaś i poleciał jak pocisk.

– Wysłałem drona! – rzuciłem do Rudej.

– Musi być amerykański bo uzbrojony! – krzyknęła Ruda, zabierając Młodszemu z rączek 2 duże plastikowe kręgle, którymi zamierzał budzić brata.

Mimo wszystko akcja zakończyła się pełnym sukcesem, bo śpioch jednak wstał. Dron narobił strasznego hałasu przy próbie rozbrojenia go z kręgli… 

W tym przypadku przyniosło to spodziewane efekty.

 

Jedna myśl nt. „Jaś kaskader

Możliwość komentowania jest wyłączona.