Jasio psuj

img041Aż  wstyd się przyznać że tak dawno niczego nie napisałem. Dlatego bijąc się w piersi postanowiłem się zrehabilitować i w skrócie nakreślić ogrom fajnych i mniej fajnych zdarzeń w których miałem przyjemność uczestniczyć, a przede wszystkim wrócić do regularnego pisania. Jak wiadomo grudzień to okres przedświątecznego szaleństwa, zakupy, sprzątanie itp. nas również to szaleństwo nie ominęło. W tym roku podjęliśmy bardzo odważną decyzję aby Święta spędzić u nas i zaprosić rodziców oraz moją siostrę z całym stadem z Krk. W piątek przed świętami kiedy byliśmy już zwarci gotowi, pewni że nic nas nie zaskoczy. Jasio zrzucił prawdziwą bombę atomową… Postanowił sprawdzić jak wytrzymała jest matryca naszego telewizora… okazało się że  wcale nie jest wytrzymała. Ja akurat miałem nieszczęście widzieć jak to się stało, i myślę że jeszcze nigdy nie bylem tak blisko zawału jak wtedy.

Ruda odnalazła mnie tuż po eksplozji tarzającego się w konwulsjach  na podłodze, z fontannami łez tryskającymi z moich oczu.
Tak tym o to sposobem zostaliśmy pozbawieni TV na Święta. Jak się potem okazało to wcale nie była taka straszna rzecz nie oglądnąć po raz kolejny świątecznego Kevina samego w domu, czy brudnego podkoszulka Bruce’a Willisa. Dzieciakom też to dobrze zrobiło, więcej czasu spędziliśmy razem się bawiąc a nie oglądając bajki.  
Kiedy rok temu kupowałem nasz telewizor, sprzedawca mnie naciągnął na ubezpieczenie, przez które zresztą miałem przez chwile kaca moralnego że wywaliłem w błoto parę stówek, a jednak okazało się że było warto!!!
Uznano nam uszkodzenie i dostaliśmy nowy 4 tygodnie później.
Tylko że Jasio się dopiero zaczął rozkręcać. Pierwszego dnia świąt kiedy wszyscy leniwie się przemieszczali objadając rożnymi pysznościami, Młodszy postanowił rozruszać tą drętwą atmosferę. Udało mu się to świetnie. Wlał cały kubeczek wody z soczkiem malinowym do laptopa Agnieszki. Poczułem się jak homar wrzucony do garnka… zrobiło mi się jakoś gorąco i ciasno.
Nie muszę nikomu tłumaczyć że wlewanie picia do komputera to nie jest prawidłowy sposób użytkowania sprzętu, laptop też tak uznał i się zepsuł. Czyli mamy już 2-0 dla Jaśka. Na szczęście soczek malinowy okazał się łaskawy i lapka udało się uratować tylko, klawiatura poległa.

Pomimo dwóch groźnych ataków terrorystycznych ze strony Jasia, święta były bardzo udane i nie mogę się doczekać następnych, ale wyciągnąłem odpowiednie wnioski które mogą się komuś przydać:
・    Nigdy nie prowadź negocjacji z małym terrorystą, po prostu ubiegaj jego zamiary.
・    Ubezpiecz siebie i swoje mienie, może ci się przydać, przynajmniej będziesz mieć coś na otarcie łez.
・    Oraz lekcja numer 3 – Jaś nie zostaje sam z laptopem, a już tym bardziej jak ma piciu…

ps. Tato, nie chcielismy żadnych, ofiar w okresie świątecznym, dlatego mając na uwadze zdrowie Twoje i przede wszystkim nasze, zarzucilismy owe wydarzenie welonem tajemnicy….

 

7 myśli nt. „Jasio psuj

  1. Ohhh, dzieci tak słodko potrafią doszczętnie zniszczyć materialny dorobek naszego życia 😀

    Znam temat, chociaż u nas na szczęście sprzęty udawało się odratować – do tej pory, nie mówię hop, bo Młoda jest ambitna 🙂 To ubezpieczenie przy zakupie sprzątu AGD i RTV to chyba właśnie specjalnie dla dziedziatych ktoś wymyślił. Pozdrawiam

  2. Pamiętam, początek urlopu, świetne nastroje rodzinki, piękna pogoda, takież widoki, rozkładany namiot, no i utopiona saperka tatusia…..a on pyta czego jeszcze nie wie.

  3. Ja z innej beczki, ale też "popłynęliśmy". Córka, chcąc poprawić nasz status, skorzystała z przesłania reklamy pt. Zadzwoń i wygraj małego fiata. Przeżyła, bo była daleko od tatusia w momencie, jak otwierał rachunek za telefon…

Możliwość komentowania jest wyłączona.