Ostra nocka i Uboty

mms_20131004      Większość rodziców zawsze się cieszy na myśl o nadchodzącym końcu dnia. To przecież obietnica wolnego  czasu,  wreszcie chwila dla siebie i trochę sam na sam. Pewnie część z was zaprotestuje i krzyknie, że to nie prawda! Mogę spędzać z moimi pociechami cały dzień i noc! Taa… jasne… Przyznajmy, że większość czuje to samo. Bywa, że te 2-3 godziny spokoju (prawda, że to niewiele?) czasem są przerywane rożnymi  nagłymi wypadkami…

      Wczoraj wieczorem ja i Ruda – wreszcie wolni od godziny 21:00 – miło marnotrawiliśmy czas, kiedy to około 23-ej usłyszeliśmy niepokojące, płaczliwe dźwięki dobiegające z sypialni chłopaków.


       Po zaglądnięciu do środka i weryfikacji osobnika okazało się, że to Misiek. Pierwsza diagnoza – coś mu się przyśniło – niestety okazał się nietrafna. Miśka bolał brzuch. Szybciutko zabraliśmy go do naszej sypialni, bo biedak  jęczał i płakał, że go boli brzuszek, a nie chcieliśmy obudzić Jaśka – jeszcze tylko tego by brakowało. Ruda na wszelki wypadek go wypytała, gdzie dokładnie boli, aby nie było wątpliwości, czy to przypadkiem nie wyrostek.  Próbowaliśmy wszystkiego żeby młodego uspokoić: miętowa herbata, masowanie, termofor… Młody latał po łóżku albo do ubikacji (gdzie zwymiotował całą herbatkę) krzyczał i wił się po nas.

 

– Tato! Strasznie się denerwuję, bo mnie boli!

– Pomasować cię?

– Tak Tato! – A po chwili – Ty mnie pomasuj Mamo! Denerwuję się, daj mi pić!

W końcu zaproponowaliśmy mu oglądanie bajki, żeby go trochę czymś zająć. Przeniosłem Miśka przed telewizor, a młody wybrał ulubioną ostatnio rybkę Nemo.

Dobrych 20 minut później widać było, że Misiek wyraźnie się rozluźnił, skurcze odpuściły, więc zaczął po swojemu komentować film z pamięci. W pewnym momencie zobaczyłem scenę, w której bohaterowie –  Marvin (Tata Nemo) i  Doris – po ucieczce sprzed paszczy rekina i uniknięciu kontaktu z minami morskimi, obudzili się na wraku okrętu podwodnego. Chcąc sprawdzić wiedzę mojego dziecka, spytałem:

– Wiesz co to jest?

– Co?

– To jest wrak okrętu podwodnego.

– Wiem Tato, Kotka Pusia ma łódź podwodną

– Aha…

Nic mądrzejszego nie mogłem z siebie wydusić. Dla mnie wrak okrętu podwodnego kojarzy się z niemieckim U-bootem, II wojną światową czy filmami "Das Boot" i  "Polowanie na Czerwony Październik", czyli prawdziwie męską przygodą! Kino akcji na najwyższym poziomie.

A dla mojego syna to taka łódź, jaką ma Kotka Pusia… Z żółtego koca… Poszedłem spać ogłupiały.

 

Słoneczny Patrol – Okuninka

 

DSC03236       Urlop, na który tyle czekaliśmy, już przeminął. A szkoda. Długo oczekiwany i pierwszy, który mieliśmy spędzić razem w pełnym składzie, czyli ja, Ruda, Misiek i Jasio. Zostało sporo zdjęć i zabawnych wspomnień oraz perspektywa, że za rok też będą wakacje.

 

Kiedy nadszedł dzień wyjazdu spakowaliśmy się w mgnieniu oka, wypełniając każdą, nawet najmniejszą szczelinę samochodu gratami, niezbędnymi nam na wakacjach – a było tego trochę. Na 2-tygodniowy wyjazd góra rzeczy niezbędnych rosła bardzo szybko – oprócz ubrań, rowerów, wzięliśmy wózek i łóżeczko dla Jasia, fotelik rowerowy i przyczepkę…

W dniu wyjazdu było naprawdę gorąco, bo ponad 30-stopniowy upał. Dzieciaki od rana były mocno podekscytowane perspektywą kąpania w jeziorze, jakby zapomniały, że przed nimi jeszcze 4-godzinna jazda samochodem. O tym, że są (delikatnie mówiąc) mocno zafiksowani na kąpanie, wiedziałem, ale to, co Jaś pokazał nam pierwszego dnia, mocno przekroczyło nasze oczekiwania…

Czytaj dalej

Buntownik z wyboru, a raczej wyborowy

img021     Mój prawie 2-letni syn Jaś ostatnimi czasy daje nam dobitnie do zrozumienia, że okres kiedy to my decydowaliśmy o jego planie dnia odszedł w niepamięć…

 

     Okres buntu malucha jest normalny i nieuchronny, każdy rodzic/posiadacz starszego potomstwa o tym wie. Ale to, w jaki sposób Jaś się nam stawia czasem wręcz wprawia w osłupienie i ciężko uwierzyć, jak bardzo uparcie i zdecydowanie walczyć o swoje, potrafi niespełna dwuletni maluch. Walki o dominację ze starszym bratem to nie problem.

  

      Misiek ma łagodne usposobienie i raczej odpuszcza sobie przepychanki, no chyba że sprawa dotyczy Futka lub jego tramwajów – wtedy walczy jak lew i determinacja Jasia nie zawsze wystarczy, aby wygrać, ale zawsze kończy się wrzaskami, szarpaniną i płaczem, a na koniec rzuceniem przez Jaśka zdobytą zabawką oraz interwencją sił prewencyjno-porządkowych, czyli nas.

     Jeżeli Jasiu czegoś bardzo chce, ciężko jest mu odmówić, można próbować zmienić jego obiekt zainteresowania, ale jeśli tylko zwietrzy podstęp, młodszy natychmiast rzuca się z łoskotem wszystkich małych kostek na podłogę i mamy klasycznego focha.

     Na spacerach jego trasa nigdy nie pokrywa się z naszą, a wszelkie próby zmiany kierunku odbierane są jak atak na jego wolność i niepodległość, prośby przekupstwa, a nawet groźba pozostawienia go samego w lesie zostają skwitowane zawsze i niezmiennie jednym słowem "NIE" – po prostu jesteśmy beznadziejni, akurat musimy iść dalej, kiedy On ma ochotę naparzać kijem krzaki i gadać do drzewa… Po prostu dwa inne światy.

img022