Rodzinny obiad i lizanie podłogi

img019     Idea wspólnych posiłków jest wspaniała. Takie spoiwo, które łączy całą rodzinę. Zwykle zabiegani rodzice nie mają codziennie czasu, by razem z dzieciakami usiąść przy stole.

     My zawsze staramy się z naszymi chłopakami jeść wspólnie w weekendy. Ale wspólne jedzenie z moimi Synami to nie jest relaks, tylko wyzwanie. Mimo najszczerszych chęci i zabiegów z naszej strony, nigdy nie wygląda to tak, jak na zdjęciach z wydawnictw typu: "Jak cudownie być mamą" czy "Dziecko i ja". A taka wyidealizowana wizja wspólnych posiłków serwowana nam przez tego typu periodyki wygląda zwykle tak: perfekcyjnie ubrana, przepiękna młoda mama, z idealnym makijażem, podaje do stołu, przy którym siedzi uśmiechnięty, zabójczo przystojny młody tata. Przy stole również siedzą śliczne maluchy (przynajmniej jeden ma loczki). Dzieci siedzą grzecznie w nienagannie czystych ubrankach, wszystko wokół lśni jak policjant w Waszyngtonie przed Białym Domem… Tak.. Już to widzę…

A potem wszystkie te przyszłe młode mamy i ojcowe wierzą w takie bzdury, że dzieci jedzą wszystko i nie brudzą. A rzeczywistość wygląda trochę inaczej, a raczej brudniej.

    Na zdjęciach stół zawsze kipi od różnych pysznych zdrowych rzeczy – zapomnijcie o tym, bo większość dzieci i tak tego nie je. Ostatnio zrobiłem spaghetti z sosem bolognese, zawołaliśmy dzieci na obiad. Misiek przy stole razem z nami, Jasiek w swoim foteliku. Misiek zanim zacznie jeść robi wywiad, grzebiąc w talerzu szuka rzeczy niejadalnych, czyli warzyw. W czasie jedzenia gada non-stop, uciszanie nie pomaga, mówi z pełną buzią, więc prędzej czy późnij się zakrztusi i parsknie na nas, stół lub ścianę tym, co ma akurat w buzi. Jaś bardzo często pomaga sobie w jedzeniu rączkami. Nie wiem, czy ktoś widział jak wspaniale makaron wyciska się między paluszkami… Po prostu cudowna zabawa. Jasiu, kiedy już znudzi się taką zabawą, zaczyna machać łapkami, rozrzucając makaron na ściany sufit i obowiązkowo rodziców – ja miałem ostatnio makaron na głowie, a Ruda na plecach sukienki. Strasznie ją to „rozbawiło”, co można było wyczytać z jej spojrzenia, które spokojnie mogłoby roznieść Supermana na drobne kawałeczki. Jedynie nasz pies w czasie obiadu ma prawdziwą ucztę.

    Yuki zawsze cierpliwie koczuje w pobliżu Jaśka i czeka, aż coś spadnie. Jeszcze nigdy się nie zawiodła. Czasem wygląda po takim seansie jak szaman z jakiegoś afrykańskiego plemienia, ponieważ długi makaron wisi jej z uszu czy grzbietu, a na głowie sos wtarty w futro, ale w żaden sposób jej to nie zniechęca.

    Tak, wspólne obiady są cudowne, uczą nas cierpliwości i pokory, unikania nadlatujących pocisków, a także rozwijają nasze umiejętności szybkiego sprzątania. Przynajmniej podłogi nie trzeba myć po obiedzie, bo pies wyliże…

5 myśli nt. „Rodzinny obiad i lizanie podłogi

  1. Uśmiałam się. Dobrze, że jestem już wychowana i nie miałam nic w buzi. Niezły efekt daje też kichnięcie, kiedy to buzia dziecka jest pełna marchewki ze słoiczka, konsumowanej w samochodzie z jasna tapicerką.

  2. Tak, pies to najlepszy odkurzacz ;-). Obowiązkowo powinien być w każdym domu,
    w którym są dzieci. No i nie zniechęcajcie się i nie zarzucajcie zwyczaju wspólnego obiadowania.

  3.  Kuzynku 🙂 ja to się nawet kiedyś pokusiłam o postawienie wazonika z kwiatkami na stół aby było milej wszystkim podczas posiłku i bardzo potem tego żałowałam. Natuś zawsze mówi z pełną buzią podczas gdy my czujemy się jak w deszczowy dzień pod gołym niebiem, a Aluś z podkładki robi sobie drugi talerz….:) jednym słowem więcej pracy jest po obiedzie niż przed..ciekawa koncepcja z psem…..pomyśle :):):)

Możliwość komentowania jest wyłączona.