Słoneczny Patrol – Okuninka

 

DSC03236       Urlop, na który tyle czekaliśmy, już przeminął. A szkoda. Długo oczekiwany i pierwszy, który mieliśmy spędzić razem w pełnym składzie, czyli ja, Ruda, Misiek i Jasio. Zostało sporo zdjęć i zabawnych wspomnień oraz perspektywa, że za rok też będą wakacje.

 

Kiedy nadszedł dzień wyjazdu spakowaliśmy się w mgnieniu oka, wypełniając każdą, nawet najmniejszą szczelinę samochodu gratami, niezbędnymi nam na wakacjach – a było tego trochę. Na 2-tygodniowy wyjazd góra rzeczy niezbędnych rosła bardzo szybko – oprócz ubrań, rowerów, wzięliśmy wózek i łóżeczko dla Jasia, fotelik rowerowy i przyczepkę…

W dniu wyjazdu było naprawdę gorąco, bo ponad 30-stopniowy upał. Dzieciaki od rana były mocno podekscytowane perspektywą kąpania w jeziorze, jakby zapomniały, że przed nimi jeszcze 4-godzinna jazda samochodem. O tym, że są (delikatnie mówiąc) mocno zafiksowani na kąpanie, wiedziałem, ale to, co Jaś pokazał nam pierwszego dnia, mocno przekroczyło nasze oczekiwania…

 

Na widok piaszczystej plaży, choć zatłoczonej, ale dobrze utrzymanej, sam poczułem się podekscytowany. I jak tylko rozłożyliśmy ręczniki, zaproponowałem:

  • To co chłopaki idziemy do wody?

Ale nie dostałem już żadnej odpowiedzi, bo Misiek śmignął 2 sekundy temu i już był w wodzie, a tuż za nim elegancko biegł golusieńki Jasio, powiewając włosami jak Pamela ze „Słonecznego Patrolu”. Mały golas z całym impetem wpadł na pełnym biegu do jeziora, na chwilę znikając pod wodą – takiego wejścia nie powstydził by się nawet David Hasselhoff w akcji ratunkowej – natychmiast się wynurzył i powtórzył to jeszcze kilka razy… Wiedziałem, że Mikołaj nie boi się wody, ale on nigdy nie skakał tak, żeby znikać z głową pod wodą, a Jasiek nie ma nawet 2 lat, a takie sztuczki odstawia. Kiedy już pozbierałem szczękę z piasku, rozejrzałem się po innych, widziałem spojrzenia innych mam, z których można było wyczytać przerażenie, zachwyt lub totalne osłupienie.

     I tak oto Jaś został gwiazdą plaży, a zajęło mu to 2 minuty… A my jednogłośnie stwierdziliśmy, że przy takim tłoku nas dwoje to za mało, żeby ich upilnować – trzeba mieć oczy dookoła głowy i dodatkowe 2 pary rąk.

 

img025      Mikołaj natomiast lubi wiedzieć co, kto i gdzie, dlatego wywiad środowiskowy to jego pasja. W parę dni po przyjedzie zdążył zaliczyć domki okolicznych sąsiadów, poznać osobiście 3 razy więcej osób niż my, a także dowiedzieć się wszystkiego na ich temat, a trzeba przyznać, że pytania zadaje konkretne…

 

Wchodzi Misiek do domku sąsiadów – oczywiście z nieodłącznym Futkiem* pod pachą

– i zaczyna:

  • Cześć! Jak masz na imię? Gdzie mieszkasz? Jaki jest numer twojego domu?

  • A jaki ma kolor? Jak się nazywa twój tata? Jakie macie auto?

Po czym żegna się z pełną kulturą:

  • Do zobaczenia, miłego dnia!

 

Po paru dniach, chcąc nie chcąc, wiedzieliśmy wszystko na temat sąsiadów…

Oczywiście osoby, które lubił, odwiedzał regularnie – to w poszukiwaniu kolegów, czy czegoś dobrego, jeśli akurat my nie chcieliśmy mu dać… Zaradne dziecko wiem, że z głodu nie umrze – to trzeba mu przyznać.

 

Innym razem Misiek wpada do naszych znajomych z sąsiedniego domku i pyta:

  • Gdzie jest ten szkodnik?! – chodziło oczywiście o któregoś z jego kolegów (Jasia lub Filipa). W oczekiwaniu na kolegów lubił coś przekąsić, a że w domu pewnie by nie dostał nic przed obiadem, to potrafił skorzystać z okazji i jest w tym mistrzem, więc swobodnie zapytał:

  • Macie coś słodkiego?

Akurat Filip pojawił się na horyzoncie, więc Misiek z satysfakcją, prawie jak detektyw na tropie, stwierdził

  • Ooo… drugi przyszedł.

Tak więc zadowolony z dobrze wypełnionego zadania, udanym zwiadzie i (co najważniejsze) cukierków w garści, mógł spokojnie rozpocząć dzień zabawy. Mission completed.

 

Zabawy wymyślali przeróżne, np. polowania na trójkołowy rowerek, o który toczyły się tam ciężkie boje i czas jazdy był dokładnie wyliczany, a delikwenci, którzy unikali oddania rowerka następnemu w kolejce, byli ścigani przez całą bandę do upadłego. Ale temat trzykołowego rowerka i zabaw wakacyjnych zasługuje na osobny wpis.

 

Obserwując moje dzieci w czasie wakacji stwierdziłem, że Misiek to angielski dżentelmen (zamiast laseczki, *Futek pod pachą), a Jaś to Doktor Jekyll i Mr Hyde – tyle, że u niego zmiana osobowości następuje w 2 sekundy. Bezcenna informacja dla rodzica, wiesz kiedy uciekać…

 

*Futek – pluszowe wspomnienie po miśku polarnym. Futek dużo widział, dużo przeszedł i to widać.

Ze względu na ilość nieszczęśliwych wypadków prany średnio raz w tygodniu.

 

 

 

 

 

Jedna myśl nt. „Słoneczny Patrol – Okuninka

  1. Aaaaa, przypomniało mi się: zabrakło „Proszę Panaaaa, a czy konie to drapieżnikiiiii?” Ten tekst totalnie rozbił gościa, to było bezcenne :ppp pozdrosy dla Ekipy! 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.