Ruda

2013-10-13 15.22.42    Ja pesymistka i maruda On optymista i wieczny chłopiec. Dodatkowo dwóch synów, w tym jeden niepełnosprawny. No i pies, a raczej suka, bo to spora różnica, jakby nie było. Jeszcze nie tak dawno (jakieś 6 lat temu) byliśmy dwójką bliskich sobie ludzi jeżdżących po świecie, chodzących na imprezy w środku tygodnia, ogólnie rzecz ujmując- używaliśmy życia ile się dało. Teraz jesteśmy już w formalnym związku, ustatkowani, nadal sobie bliscy.

Przetrwaliśmy niezłą zawieruchę w naszym życiu jaką było pojawienie się naszego pierwszego syna na świecie. A wraz z jego pojawieniem się strach i niepewność, że jego życie a tym samym i nasze nie będzie tak całkiem normalne.

Czytaj dalej

Rodzinny obiad i lizanie podłogi

img019     Idea wspólnych posiłków jest wspaniała. Takie spoiwo, które łączy całą rodzinę. Zwykle zabiegani rodzice nie mają codziennie czasu, by razem z dzieciakami usiąść przy stole.

     My zawsze staramy się z naszymi chłopakami jeść wspólnie w weekendy. Ale wspólne jedzenie z moimi Synami to nie jest relaks, tylko wyzwanie. Mimo najszczerszych chęci i zabiegów z naszej strony, nigdy nie wygląda to tak, jak na zdjęciach z wydawnictw typu: "Jak cudownie być mamą" czy "Dziecko i ja". A taka wyidealizowana wizja wspólnych posiłków serwowana nam przez tego typu periodyki wygląda zwykle tak: perfekcyjnie ubrana, przepiękna młoda mama, z idealnym makijażem, podaje do stołu, przy którym siedzi uśmiechnięty, zabójczo przystojny młody tata. Przy stole również siedzą śliczne maluchy (przynajmniej jeden ma loczki). Dzieci siedzą grzecznie w nienagannie czystych ubrankach, wszystko wokół lśni jak policjant w Waszyngtonie przed Białym Domem… Tak.. Już to widzę…

A potem wszystkie te przyszłe młode mamy i ojcowe wierzą w takie bzdury, że dzieci jedzą wszystko i nie brudzą. A rzeczywistość wygląda trochę inaczej, a raczej brudniej. Czytaj dalej

Misja Tramwaj, czyli wyjazd do Krakowa.

img009      Wyjazdy do Krakowa są zawsze ogromnym przeżyciem nie tylko dla mojego synka który jest uzależniony od tramwai, ale również dla nas. Niby prosta sprawa, ale przygotowania do wyjazdu są skomplikowane jak byśmy mieli lecieć na Marsa.

Trzy tygodnie temu nadszedł wreszcie długo oczekiwany przez Miśka dzień wyjazdu do Krakowa.Jak zwykle niepotrzebnie pochwaliłem się tym parę dni przed wyjazdem, co spowodowało wybuch niekontrolowanej euforii u mojego starszego syna, a ilość zadawanych pytań odnośnie podróży z kilku dziennie wzrosła do kilkunastu, a nawet kilkuset na godzinę aż do dnia wyjazdu… Czytaj dalej