Walka z leniem i demon prędkości

2014-09-01 18.01.36Bardzo chciałem regularnie pisać, ale życie mocno zweryfikowało moje plany w tym zakresie. Kiedy wieczorem mam wreszcie chwilę dla siebie, często nie mam ochoty zabierać się za cokolwiek, nie mówiąc już o napisaniu jakiegoś tekstu. A szkoda, ponieważ to co się dzieje wokół mnie i mojej rodziny jest tak ulotne. Sceny które chciałoby się mieć długo w pamięci ulatują tak szybko jak gaz z butelki i dokładnie tak samo jak taki wygazowany napój są później niespisane wspomnienia, pozostają takie wyprane, blade i bez szczegółów, które są tak istotne. A przecież zapisane zawsze dają głębszy i jaskrawszy obraz tych wszystkich zabawnych sytuacji, które już nigdy się nie powtórzą…

 

Dlatego po raz kolejny podejmuję walkę ze swoim lenistwem, staram się przeciwstawić temu drugiemu „ja”- rozlazłemu gościowi, muszę z nim walczyć! Muszę pozostać dawnym sobą, takim z przytupem, FAFARAFA mogę wszystko!

Wakacje przeleciały i niczego nie napisałem, a w międzyczasie chłopaki porobiły niezłe postępy. Obaj nauczyli się jeździć na rowerach!!! Pierwszy był Jaś, po prostu któregoś dnia poprosił mnie o „normalny” rower, posadziłem go a 10 minut później jeździł już samodzielnie na dwóch kółkach!!! Opanował tę trudną sztukę przed ukończeniem 3. roku życia… Mistrz!!! Biegówki RULEZ!!!

Czytaj dalej

Sezon rowerowy rozpoczęty :)

img043Ponieważ sam uwielbiam jeździć na rowerze i sporo czasu na rowerze w swoim życiu spędziłem, startując w zawodach lub dla przyjemności,dlatego zawsze zależało mi na tym, aby moje dzieci też pokochały dwa kółka. Ktoś powie: klasyczny Tata, – czyli realizujący niespełnione marzenia za pomocą syna…

Niestety Mikołaj przez swoje problemy nigdy nie rwał się do roweru – owszem jeździ, ale z bocznymi kółkami i raczej boi się rozwijać szalone prędkości, czy wchodzić w zakręty – woli zejść z roweru i go przestawić. Czasem mnie to denerwuje, ale obiecałem sobie że nic na siłę, nie będę naciskał. Sam w końcu do tego dojdzie, szczególnie, że jego pierwszy kontakt z rowerkiem skończył się gipsem… Nie najlepszy początek prawda?

Ale pojawił się Jasiu. Jasiu jak na 2-latka to zupełnie inna kategoria, to jednostka specjalna, nie zna strachu, równowaga jak u lemura i szybkość reakcji godna kierowcy rajdowego.

Czytaj dalej

Jaś kaskader

 

img038Zawsze myślałem, że Misiek  jest ruchliwy i ma dziwne pomysły. Jednak to, co potrafi pokazać Jaś, całkowicie zmieniło mój pogląd na ten temat.

Młodszy jest urodzonym kaskaderem. Nie mając jeszcze 2-óch lat potrafił wyskakiwać z krzesełka do karmienia na fotel lub kanapę skacząc jak kot – na cztery łapy. Skok z kanapy do wiszącej  metr dalej huśtawki "dziupli" nie jest również dla niego problemem – do tego skacze głową do przodu… Raz mu nie wyszło, a ja byłem mimowolnym świadkiem tego upadku, kiedy to Jasio nie trafił i grzmotnął z łoskotem swoich wszystkich 2-letnich kostek o podłogę. Po 5 minutach chlipania na moich kolanach, zerwał się nagle i powtórzył skok z pełnym sukcesem. Gość nie zna strachu! Ruda, kiedy zobaczyła to pierwszy raz próbowała go nawet powstrzymać… Z marnym skutkiem.

Czytaj dalej