Walka z leniem i demon prędkości

2014-09-01 18.01.36Bardzo chciałem regularnie pisać, ale życie mocno zweryfikowało moje plany w tym zakresie. Kiedy wieczorem mam wreszcie chwilę dla siebie, często nie mam ochoty zabierać się za cokolwiek, nie mówiąc już o napisaniu jakiegoś tekstu. A szkoda, ponieważ to co się dzieje wokół mnie i mojej rodziny jest tak ulotne. Sceny które chciałoby się mieć długo w pamięci ulatują tak szybko jak gaz z butelki i dokładnie tak samo jak taki wygazowany napój są później niespisane wspomnienia, pozostają takie wyprane, blade i bez szczegółów, które są tak istotne. A przecież zapisane zawsze dają głębszy i jaskrawszy obraz tych wszystkich zabawnych sytuacji, które już nigdy się nie powtórzą…

 

Dlatego po raz kolejny podejmuję walkę ze swoim lenistwem, staram się przeciwstawić temu drugiemu „ja”- rozlazłemu gościowi, muszę z nim walczyć! Muszę pozostać dawnym sobą, takim z przytupem, FAFARAFA mogę wszystko!

Wakacje przeleciały i niczego nie napisałem, a w międzyczasie chłopaki porobiły niezłe postępy. Obaj nauczyli się jeździć na rowerach!!! Pierwszy był Jaś, po prostu któregoś dnia poprosił mnie o „normalny” rower, posadziłem go a 10 minut później jeździł już samodzielnie na dwóch kółkach!!! Opanował tę trudną sztukę przed ukończeniem 3. roku życia… Mistrz!!! Biegówki RULEZ!!!

 

Mikołaj to inna historia: nigdy nie chciał biegówki. Jednak konsekwentnie przez dwa tygodnie sierpnia pilnie trenował prawie codziennie pod domem i też nauczył się jeździć na dwóch kółkach. Ten wyczyn traktuję w kategoriach wielkiego zwycięstwa, kiedy pod uwagę wezmę problemy Miśka z koordynacją.

 

I teraz jadąc z nimi do parku Jola i Ja z głośnym trzaskiem pękamy z dumy kiedy nasze chłopaki pomykają po parku, deklasując resztę małych rowerzystów z bocznymi kółkami przyczepionymi do rowerów, a szczególnie kiedy mocno zszokowani rodzice patrzą z podziwem na Jasia i pytają „ile on ma lat "???

Rzadko się widuje gościa, który jeździ tak szybko, że nie widać jak mu się nogi kręcą…

Eh, mój mały 3 -letni szaleniec…
W niedzielę zabraliśmy chłopaków na wycieczkę- było super! Zaliczyliśmy trasę od parku do rynku w Krośnie. Odbyło się o dziwo bez większych ekscesów. Z małym wyjątkiem: w drodze powrotnej, kiedy Jaś zjeżdżał z rynku razem ze mną po chodniku nie bardzo chciało mu się hamować… Na szczęście idący z naprzeciwka rodzice z dziewczynką w wieku Jasia, widząc że młodszy nie zamierza hamować i pędzi prosto na nich, w ostatniej chwili poderwali dziewczynkę za rączki do góry a Jaś przemknął pomiędzy nimi, pod dziewczynką.

Niezły sposób na podryw prawda? Nie wiem tylko co na to rodzice dziewczynki. Ale ich miny musiały być bezcenne, niestety nie dane mi było tego zobaczyć, w tym czasie pękałem z dumy jednocześnie próbując dogonić i zatrzymać tego małego wariata.

Jedno jest pewne po tym numerze wyciętym przez Jasia, jej rodzice raczej nie pozwolą im się umawiać 🙂

 

Teraz zaczął się rok szkolny co dla nas nie było łatwe ponieważ Miki poszedł do pierwszej klasy a Jaś do przedszkola, ale o tym jeszcze poczytacie…

 

 

2 myśli nt. „Walka z leniem i demon prędkości

Możliwość komentowania jest wyłączona.