Wyjście na basen, czyli pływanie z pawiem…

mms_20130615 Parę dni temu postanowiliśmy uatrakcyjnić naszym chłopakom życie i po pracy zabraliśmy nasze pociechy na basen.

 

Oczywiście chciałem być strasznie cwany i tylko po to, aby uniknąć wybuchu euforii dzieciaków, której efektem ubocznym zawsze jest ogromne zamieszanie i ogólny chaos przed wyjściem, nie powiedziałem, gdzie jedziemy. Jak się później okazało to cała ta moja wydumana przebiegłość na niewiele się zdała, ponieważ w euforię wpadliśmy my, czyli rodzice.

 

 

Efektem tego stanu były braki dość istotnych elementów wyposażenia basenowego naszych dzieci – ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero na basenie. To, że nie zabrałem klapek Miśka wyszło na samym początku, dużo gorszą była informacja, że nie zabraliśmy pieluchy do pływania dla Jasia. Ja już wtedy byłem z Miśkiem w wodzie, kiedy przyszła Ruda z pytaniem:

 — Kochanie, ty masz gacie dla Jaśka w swoich rzeczach?

 — Nie, myślałem, że ty zabrałaś…

Jak się okazało za dużo myśleliśmy i w sumie nikt nie zabrał Jaśka pielucho-gatek basenowych.

Na szczęście można było kupić na miejscu za symboliczną kwotę, jak za 1/3 paczki takich pieluch, ale sami sobie byliśmy winni.

 

Myślicie, że teraz to już był pełen relaks? Niestety, ale muszę wszystkich wyprowadzić z błędu.

Próba nauczenia Miśka czegokolwiek na basenie mija się z celem, ponieważ dostaje takiej głupawki, że tylko chwilowe podtopienia, które są efektem skakania z otwartą paszczą jak hipopotam, go uspakajają i tylko wtedy można do niego na chwilę dotrzeć. Jaś za to postanowił, że on ABSOLUTNIE, ale to ABSOLUTNIE nie będzie używał żadnych motylków czy koła dmuchanego. Co przy jego wzroście, nawet w basenie dla maluchów – głębokim na 60 cm – jest dosyć uciążliwe na dłuższą metę dla pilnującego. Na szczęście świetnie opanowywał plucie wodą i zamyka buzię, jak tylko wpada głębiej, więc się nie krztusi. Za to cały czas wchodzi i wychodzi z basenu, co nie pozwala nawet na chwilę się wyluzować, bo nigdy nie wiadomo, gdzie znowu wpadnie do wody….

 

O tym, żeby zostawić Rudą samą z nimi, by przepłynąć w spokoju kilka dłuższych kawałków, mogłem zapomnieć. Nie tym razem, niestety. Na sam koniec kiedy już mieliśmy do wyjścia jakieś 20 minut i oboje byliśmy już mocno zmęczeni, chłopaki zafundowały na wielki finał. Jasiek w pewnym momencie rozbił lub przygryzł sobie wargę. Kiedy my zaabsorbowani byliśmy tym zdarzeniem, dosłownie chwile później Mikołaj się mocno zakrztusił. Kiedy skończył już odkrztuszać wodę po moich poklepaniu po pleckach, zapytałem:

 — Ok, Misiek wszystko w porządku?

 — Tak Tato – odpowiedział mój syn i puścił pawia do basenu…

Ruda rzuciła spłoszone spojrzenie dookoła, chwyciła Jaśka i jak antylopa, z gracją wyskoczyła z basenu. Ja odważnie wpłynąłem w pawia, żeby szybko rozgonić pływającą zawiesinę barszczu z ziemniaczkami i naleśników. Udawałem, że się świetnie bawię, chłapałem wodą jak małe dziecko.

Nikt się nie zorientował, a ja byłem pod ogromnym wrażeniem sprawności filtra wymiany wody.

Woda z powrotem była czysta, a o całym zajściu świadczyły gdzieniegdzie pływające pod wodą kawałki ziemniaczków…

 

Cała powrotną drogę pękaliśmy ze śmiechu, tylko Mikołaj był niezadowolony. Bo powiedziałem, że pływałem z pawiem, a on go nie widział.

 — To taki ładny ptaszek Tato, czemu mi nie pokazałeś?

Czasem to już witki człowiekowi opadają…

 

 

 

8 myśli nt. „Wyjście na basen, czyli pływanie z pawiem…

  1. Ufff, wyjście na basen z Młodą to dla mnie godzina podwyższonej adrenaliny. Ale takich atrakcji mi jeszcze nie zafundowała. Posmarkałam się. Musze przyznać, że ja bym chyba nie wpadła na pomysł "rozchlapywania" pawia na mniejsze kawałki.

  2. Bardzo fajny tekst ale wyobrażam jaki to był RELAKS dla rodzicow, niestety to jeszcze chwilę potrwa… Za to jest o czym pisać. Trzeba przyznać że dzieci to studnia bez dna, jeśli chodzi o pomysłowość i różnorodność zdarzeń. Wracając jednak do zdarzeń basenowych, to mimo wszystko wolę spotkanie z pięknym dziecięcym ptakiem niż dorosłym stolczykiem      ( miałam taką watpliwą przyjemność).

  3. Grunt mieć co potem wspominać… Tylko może uprzedzaj kiedy i gdzie się wybierasz z rodzinką na basen, bo wiesz, powiedzmy że się boję pływać z pawiem:D
    A tak bardziej serio to jeszcze się nie odważyłam ruszyć na podbój chlorowiska z moimi szczeniętami. Mąż bierze starszego i urządzają sobie męski wypad, a ja czekam aż reszta młodzieży podrośnie. Ewentualny relaks wygląda tak: leżę na tarasie z książką, a młode bawią się w dmuchanym basenie, do którego wsypują piasek…

    • Plaża w baseniku to norma. Jeśli ja chcę skorzystać z dmuchanego basenu to muszę to zrobić na początku, bo potem, po ich zabawach to już jest takie bajoro że nawet paw by nie skorzystał 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.